Ovink: Będziemy ofiarami własnych błędów

Rosnący poziom mórz stanowi zagrożenie dla miast, społeczeństw, ekonomii i ekologii. Z Henkiem Ovinkem, specjalistą od kwestii wodnych, rozmawia Marta Żakowska.

Mówi się, że jesteś „największą gwiazdą sceny miejskiej odporności”. Czym właściwie się zajmujesz?

Hm… (śmiech). Pracuję nad podnoszeniem poziomu świadomości faktu, że woda jest obecnie globalnym zagrożeniem numer jeden i jednocześnie naszym największym potencjałem rozwoju. Pomagam zrozumieć złożoność kryzysu wodnego. Buduję międzynarodowe koalicje i partnerstwa, wmacniając nasze inkluzywne i partycypacyjne podejście do tego wyzwania. Wychodzi więc na to, że gram muzykę z wodnym zespołem i celuję w publiczność, ktora nie tylko słucha tego, co robimy, ale też z nami tańczy… A mówiąc poważnie, jako wodny ambasador jestem odpowiedzialny za szerzenie wiedzy dotyczącej wody na całym świecie, budowanie instytucjonalnej współpracy i koalicji samorządów, sektora prywatnego, mieszkańców, ekspertów i organizacji pozarządowych na rzecz rozwiązywania kryzysu związanego z wodą.

Na czym ten kryzys polega?

Badania „Global Risks Perception” przeprowadzone przez Światowe Forum Ekonomiczne i upublicznione podczas szczytu w Davos w 2015 roku pokazują, że zagrożenia, z którymi będziemy się mierzyć w najbliższej przyszłości, czyli zmiana klimatu, kryzys wodny, utrata bioróżnorodności, zachwianie równowagi ekosystemu, ekstremalne kataklizmy wodne, katastrofy naturalne z dnia na dzień stają się coraz groźniejsze. Będą one odczuwane w dużej mierze przede wszystkim w skali regionalnej, a nawet metropolitalnej. Nasza przyszłość zależy więc od działań podejmowanych na tym poziomie. Wiemy dzięki temu, na jakie działania powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. Twórcy raportu podkreślali, że kryzys wodny jest najważniejszym współczesnym zagrożeniem globalnym. Jeżeli nie zmienimy naszych nawyków, do 2050 roku ucierpią na tym dwa miliardy ludzi, a w 2080 roku liczba ofiar kryzysu wodnego wzrośnie aż do czterech miliardów. Pamiętajmy, że 90 proc. katastrof na świecie ma związek z wodą, a 50 proc. zbiorników wód podziemnych przekroczyło swój punkt krytyczny. Do 2050 roku 75 proc. ludzi na Ziemi będzie mieszkać w miastach – jeżeli nie będziemy rozwijać ich zgodnie z zasadami odporności na zmiany klimatu (resilient – przyp. M.Ż), czeka nas piekło.

Można wyliczyć koszty tego kryzysu?

Wartość 10 miejsc na Ziemi najbardziej zagrożonych przez wodę wynosi obecnie ponad 2,7 biliona dolarów, z czego w samym Miami zagrożone miejsca warte są 278 miliardów dolarów. Woda łączy ekonomię i ekologię, więc powinniśmy z tym żywiołem pracować w skali regionalnej, bo to w niej wzmacniać możemy nasze systemy odporności, miasta i społeczności i adaptować się do zmian. Ale wymaga to od nas modyfikacji podejścia i działania w bardziej kompleksowy sposób. Musimy przy tym pamiętać, że obieg wody na Ziemi jest konkretnym, bardzo wrażliwym systemem. Zobacz, jak działają rzeki, zbiorniki wodne, oceany i morza – pozostają ze sobą w interakcji. A my traktujemy je jak śmieci… Urbanizując naszą rzeczywistość, zurbanizowaliśmy nasze rzeki. Systemy rzeczne są kluczową częścią ekosystemu, środowiska, jakości życia i rozwoju ekonomii oraz kultury! Ignorując ten mechanizm, tracimy na każdym kroku.


Rozmowa pochodzi z 13 numeru Magazynu Miasta „Woda w mieście”


Często podkreślasz, że w przemianie podejścia do wody musimy kierować się sercem i rozumem. Co masz na myśli?

Analiza kryzysu wodnego dostarcza nam wiedzy o zagrożeniach, które nas czekają, i ich wpływie na nasze życie. Na kryzys, z którym się borykamy i będziemy borykać, wpływa jednak też wiele czynników, których nie da się wyliczyć w wartościach miękkich. Wiemy na przykład, że praktykowane przez nas systemy zarządzania wodą są sfragmentaryzowane, a odpowiedzialne za nie prywatne i publiczne instytucje niewystarczająco ze sobą współpracują. Moim zdaniem kluczowym wyzwaniem związanym ze współpracą jest także dialog pomiędzy profesjonalistami i mieszkańcami. Mówiąc o współpracy i inkluzywności, mam na myśli zapraszanie do współpracy wszystkich potencjalnych stron. Kiedy pracowałem dla prezydenta Baracka Obamy w Hurricane Sandy Rebuilding Task Force, rozwinąłem projekt „Rebuild by Design”. Przedsięwzięcie to oparte było na założeniu, że prawdziwa zmiana po tak dużej katastrofie wymaga przekształcenia kultury i dlatego też musi narodzić się w sercach i umysłach mieszkańców regionu. Nie wystarczy zaprojektować nowe przestrzenie odporne na kataklizmy. Trzeba do tego wyzwania podejść w sposób kompleksowy i oprzeć rozwiązywanie problemu na współpracy. W projekcie zaczęliśmy więc od budowania mostów pomiędzy globalnymi i lokalnymi talentami i zdobywania partnerów z różnych środowisk – zaprosiliśmy profesjonalistów i znawców regionu, mieszkańców. Udało nam się stworzyć sieć ponad 500 organizacji z regionu i tysięcy ludzi z samorządów, uczelni, sektora biznesu, inwestorów, społeczności, aktywistów i pozostałych mieszkańców. Proces był otwarty i oparty na zaufaniu, inkluzywności oraz partycypacji. Kompleksowe podejście, takie jak „Rebuild by Design”, wymaga instytucjonalnej gotowości do zbudowania niezawodnej oraz transparentnej koalicji pomiędzy sektorem prywatnym i publicznym. Wszystkie środowiska włączone w proces musiały czuć się jego gospodarzami – tylko w ten sposób mogło nam się udać zrównoważone wprowadzenie w życie efektów projektu.


Interesują Cię kwestie miejskie? Śledź profil Magazynu Miasta na Facebooku! Trzymamy rękę na miejskim pulsie! www.facebook.com/magazynmiasta 


Jak wyglądał początek Waszej pracy w ramach projektu „Rebuild by Design”?

Proces „Rebuild by Design” zaczął się od stwierdzenia, że musimy ogarnąć kompleksowość zagrożeń atmosferycznych, żeby umieć sobie z nimi poradzić. Uznaliśmy, że projektowanie, wykonanie researchu i współpraca muszą być elementem polityki, rozwijania strategii politycznych i inwestowania. Innowacje powstają tylko podczas pracy z żywą materią. Najlepszym laboratorium zmian okazała się więc rzeczywistość. Huragan Sandy, który nawiedził w 2012 roku wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, spowodował horrendalne straty. Okazało się, że odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w trakcie tej katastrofy, wypracować można tylko w kompleksowej skali regionalnej dzięki silnej koalicji partnerów z różnych środowisk. Udało nam się zbudować sieć ludzi zaangażowanych w tworzenie nowego modelu i standardów rozwoju odporności miejskiej. Wybraliśmy dziesięć zespołów projektowych składających się z inżynierów, naukowców, architektów i aktywistów z całego świata, którzy mieli doświadczenie w pracy na różnych szczeblach administracji: w samorządach miejskich, regionalnych i na poziomie administracji centralnej. Dzięki wsparciu badaczy i mecenasów przedsięwzięcia, takich jak Rockefeller Foundation, projekt „Rebuild by Design” stał się czymś więcej niż jednorazowym programem. Obecnie jest on w zasadzie ruchem społecznym na rzecz reformowania przez projektowanie, który pokazuje, że międzysektorowa praca na rzecz miejskiej odporności ma sens. Ruch ten tworzy ponad 250 profesjonalistów wspieranych przez dziesiątki organizacji oraz aktywną sieć uniwersytetów, społeczności lokalnych i fundatorów.

Od początku pracujecie w skali regionalnej, a nie miejskiej.

Tak – już na samym początku naszej pracy zamiast szukania szybkich odpowiedzi na lokalne problemy, twórcy „Rebuild by Design” zaczęli wypracowywać pytania związane z problemami istotnymi w skali regionalnej. New York University’s Institute for Public Knowledge i działający na uczelni Research Advisory Group poprowadziły fazę badawczą, która dostarczyła nam kompleksową diagnozę regionu. Zebrana wiedza została następnie przedstawiona na mapach i grafikach, dzięki czemu udało się zilustrować zależności trudne do ujęcia w słowach. Od samego początku naszej pracy w proces były wyraźnie włączone lokalne społeczności, obywatele i politycy. Nasze działanie oparte zostało na współpracy, designie bazującym na wnioskach z researchu i współdziałaniu przedstawicieli wszystkich dyscyplin z regionu, co pozwoliło nam na wytworzenie rzetelnych odpowiedzi na pytania pojawiające się w obliczu kryzysu i zagrożenia. Wypracowaliśmy też konkretne koncepcje interwencji architektonicznych wychodzących im naprzeciw. Każdy zespół projektowy wybrał z bazy wiedzy powstałej w fazie researchu 41 wyzwań, które wymagają interwencji przestrzennych. Następnie zespoły zostały poproszone o rozwinięcie po jednej z propozycji i o opracowanie koncepcji jej wdrożenia we współpracy z lokalną koalicją. Faza projektowa wspierana była przez Municipal Arts Society, Regional Plan Association i Van Alen Institute. Jednocześnie Rząd Federalny Stanów Zjednoczonych Ameryki przeznaczył środki na tzw. „granty na leczenie skutków katastrofy Sandy” (CDBG-DR). Pieniądze te pozwoliły sfinansować projekty, których celem było stworzenie nowej rzeczywistości, czyli koncepcje składające się zarówno z elementów strategicznych, politycznych, jak i kulturowych i stawiające na przemianę na każdym z tych poziomów. W realizację sześciu wygranych projektów zainwestowano 920 milionów dolarów. W ciągu najbliższych lat staną się przykładami mechanizmów odporności miejskiej tworzonej w ścisłej współpracy regionalnej. I to jest właśnie „zarządzanie przez projektowanie” – czyli tworzenie rzeczywistości w sposób kolektywny, inkluzywny i oparty na współpracy.

Międzysektorowa współpraca w zarządzaniu wodą w mieście to podstawa holenderskiego wodnego know-how, wypracowywanego od setek lat.

Holandia jest produktem delt – nasze miasta rozwinęły się na styku dróg, wody i natury. Woda jest naszym łącznikiem pomiędzy ekonomią i ekologią. To dzięki niej rozwijaliśmy i rozwijamy handel. To ona umożliwiła nam podbój świata i zbudowanie miast. Bez niej nie rozwinęlibyśmy holenderskiej kultury.

Jesteśmy wodnym narodem i, balansując na progu ryzyka i niepewności, wytworzyliśmy wspaniałą Holandię. Udało nam się skonstruować harmonijną rzeczywistość na tamach, wydmach, groblach i terenach chroniących nas od fal. Tamy są dla nas punktem przejścia od rzeczywistości mokrej do suchej, niebezpiecznej do bezpiecznej, ze świata do domu, z miasta do natury. Są naszymi granicami i uwielbianymi obiektami wyznaczającymi strukturę naszych terenów, krajobrazów i przestrzeni miejskich, kierunków i skal. Związana jest z nimi cała holenderska historia tworzenia, konstruowania i zamieszkiwania ziemi. Wszystko zaczęło się jakieś 900 lat temu, kiedy uruchomiliśmy pierwszą na świecie wodną demokrację opartą na współpracy regionalej. Jej celem było doprowadzenie do sytuacji, w której Holendrom udałoby się mieć suche stopy (śmiech). Rozwinęliśmy wówczas tzw. regionalne zarządy wodne (waterboards – przyp. M.Ż), które do dziś odgrywają jedną z kluczowych ról decyzyjnych w kraju. Holandia osiągnęła swoją pozycję dzięki lokalizacji miast na przecięciu wodnych szlaków komunikacyjnych. Jesteśmy europejskim liderem transportu śródlądowego i logistyki w jego zakresie. Mamy najlepiej na świecie rozwinięte delty i nieustannie inwestujemy poniżej poziomu morza. Nasz obecny program rozwoju delt to efekt wieków doświadczenia, a nie pokłosie przeciwdziałania bieżącym katastrofom naturalnym. Wiemy, że przyszłość jest nieprzewidywalna i lepiej inteligentnie się na nią przygotować, niż dać się zniszczyć kataklizmowi. Dlatego też rozwijamy współpracę rządu, jednostek badawczych i sektora biznesu działających razem w sektorze wodnym zarówno w kraju, jak i za granicą.

Dla Holandii – kraju zbudowanego na wodzie – obecne i przyszłe zmiany klimatu to poważne zagrożenie. Jak sobie z nim radzicie?

Tak – 25 proc. obszaru Holandii znajduje się poniżej poziomu wody, a dwie trzecie kraju to tereny zagrożone obecnie i w przyszłości powodziami. Ekstremalne zjawiska pogodowe są poważnym zagrożeniem dla naszych miast i obecnych systemów wodnych. Dlatego potrzebujemy licznych innowacji w obszarze wodnym i podchodzimy kompleksowo do przeciwdziałania skutkom zmian klimatu. Mimo rozwijanego od setek lat systemu tam, grobli i wydm nasze delty są zagrożone. Wpływają na to zmiany klimatu, w tym podnoszący się poziom mórz, sztormy na Morzu Północnym i powodzie w Niemczech oraz we Francji. Częstsze i intensywniejsze sztormy oznaczają też dłuższe okresy suszy. Tama symbolizuje bezpieczeństwo Holandii, ale w praktyce na system poskramiający wodę składają się różne czynniki: cały system infrastruktury fizycznej, dbanie o zrównoważony rozwój miejski, krajobraz kulturowy, systemy zarządzania i program rozwoju delt. Związane z nimi działania podejmowane są przez holenderskie zarządy wodne, rząd, ministerstwa, urzędy miejskie i regionalne, sektor biznesu i ośrodki badawcze. Wpływ tych przedsięwzięć na holenderską rzeczywistość musi być holistyczny i dobrze skoordynowany. Tylko wtedy uda nam się przetrwać zmiany, które nadchodzą. Wierzę jednak, że je przetrwamy. W końcu nasza przygoda z wodą trwa już setki lat.


Henk Ovink Specjalny Wysłannik ds. Międzynarodowych Kwestii Wodnych Królestwa Niderlandów i ambasador holenderskiego sektora wodnego, który pracował dla Baracka Obamy po huraganie Sandy. Były zastępca dyrektora generalnego Departamentu Planowania Przestrzennego i Kwestii Wodnych holenderskiego Ministerstwa Infrastruktury i Środowiska oraz dyrektor Narodowego Rozwoju Przestrzennego. Doradca HUD Secretary Shaun Donovan’s Hurricane Sandy Rebuilding Task Force Rządu Federalnego Stanów Zjednoczonych Ameryki


Marta Żakowskawspółzałożycielka i redaktorka naczelna „Magazynu Miasta”. Członkini Instytutu Badań Przestrzeni Publicznej i Fundacji Res Publica.

Tagi: