LEDERBOGEN: Neurologia miast

Ludzie z dużych miast inaczej reagują na stresujące sytuacje – jak potwierdzają skany ich mózgów – i to może prowadzić do chorób psychicznych

Z Florianem Lederbogenem, specjalistą od zaburzeń związanych ze stresem, rozmawia Joanna Mikulska

Mannhein to ponad trzystutysięczne miasto w północnych Niemczech przy granicy z Francją. Co Panu najbardziej przeszkadza w codziennym życiu tutaj?

Bardzo nie lubię pośpiechu podczas jazdy samochodem. Najbardziej denerwują mnie sytuacje, gdy prowadzę samochód, a kierowca za mną zmusza mnie, trąbiąc lub mrugając światłami, abym jechał szybciej. Stresuję się do tego stopnia, że zdecydowałem się na powrót do transportu publicznego. Jeżdżę do pracy autobusem i jestem dzięki temu spokojniejszy.

A czy myślał Pan o przeprowadzce na wieś?

Cenię sobie życie w mieście i zupełnie nie wyobrażam sobie swojego życia na wsi. Poza tym życie w mieście ma mnóstwo pozytywnych aspektów: mieszkańcy mają dostęp do lepszej edukacji, zarabiają więcej pieniędzy, potencjalnie są bardziej zadowoleni z pracy, a także zdrowsi niż mieszkańcy wsi. Jest tylko jeden wyjątek: zdrowie psychiczne. Ludzie z dużych miast zdecydowanie częściej chorują na schizofrenię, depresję i inne zaburzenia psychiczne. Takie są dane statystyczne. Musi być w takim razie w życiu miejskim coś, co powoduje te choroby. W naszym Instytucie Zdrowia Psychicznego w Mannhein próbujemy znaleźć te przyczyny, choć cały czas nie mamy jeszcze pełnego obrazu sytuacji. Na razie bardziej bazujemy na pewnych hipotezach.

Jakie to hipotezy?

Wiemy, że negatywny wpływ na życie mieszkańców miast ma smog, zanieczyszczenie powietrza, hałas, ale też społeczna izolacja i stresujące sytuacje społeczne. Na ten ostatni temat jestem w stanie powiedzieć najwięcej, bo się nim zajmuję. Specjalizuję się w badaniu stresu i aranżuję stresujące sytuacje w naszych badaniach.

Skąd pomysł, że to właśnie miejski stres jest przyczyną chorób psychicznych?

To była hipoteza profesora Andreasa Meyera-Lindenberga – kierownika naszego zespołu badawczego. Wiedząc, czym się zajmuję, przyszedł do mnie pewnego dnia i zapytał, czy mógłbym zestresować uczestników jego badań podczas wykonywania skanów ich mózgu. Zaprojektowanie tej sytuacji badawczej zajęło mi rok. Mamy hipotezę, że ludzie z dużych miast w specyficzny sposób reagują na stresujące sytuacje – widać to podczas skanowania – i może być to jedną z przyczyn ich chorób psychicznych. Stres generalnie nie jest zły, ale problemy zaczynają się wtedy, kiedy reakcja stresowa nie „wyłącza się”. Hormony utrzymują się na wysokim poziomie przez dłuższy czas, co powoduje nadciśnienie i osłabia system odpornościowy. Przy czym podczas sytuacji stresowych mózg nie tyle mobilizuje się, co zachowuje się w taki sposób, jakby nie umiał się bronić.

Jak wygląda symulacja stresującej sytuacji społecznej?

Po pierwsze informujemy uczestników o szczegółowym programie badania i prosimy ich o wyrażenie zgody na udział w nim. Chcemy, aby sytuacja, w którą wchodzą, była wszystkim dobrze znana i aby na żadnym etapie nie czuli się zaskoczeni czy też oszukani. Podczas badania każdy z nich ma oczy zasłonięte specjalnymi goglami. Widzi w nich dość trudny test z matematyki, który musi rozwiązać. W uszach ma słuchawki. A my komentujemy ich rozwiązywanie testu. Mówimy głośno i oceniamy ich postępy jako niewystarczające. Wymagamy, aby robili to szybciej i szybciej. W pewnym momencie dajemy komunikat, że jeśli nie są w stanie robić testu szybciej, to cały eksperyment niestety się nie uda i to z ich winy. Na przemian komentuje kilka osób i uczestnicy mają poczucie, że cały czas są obserwowani. Oczywiście zależy im, aby nie popsuć eksperymentu, więc starają się być szybsi i się stresują. Podczas skanowania mózgu widać, że poziom kortyzolu i innych hormonów znacznie się podwyższa. Cała ta sytuacja jest rodzajem symulacji sytuacji społecznej, w której jednostka czuje się obserwowana i wywierany jest na nią nacisk społeczny.

Czuje się tak jak Pan podczas jazdy samochodem?

Można te sytuacje porównać.

Jakie grupy w społeczeństwie są najbardziej narażone na ten typ stresu?

Emigranci i inne grupy bardzo narażone na społeczną izolację, a jednocześnie czujące się obserwowane przez większość społeczności – chociażby z powodu innego koloru skóry, wyrazistego ubioru czy też innych zwyczajów. Grupa rozpoznawana przez większość jako grupa „innych”, budująca swoje poczucie odmienności od otoczenia ze względów społeczno-ekonomicznych czy etnicznych, sama będąca w mniejszości.


Cały numer Magazynu Miasta poświęcony tematyce zdrowia psychicznego w mieście można zakupić w naszej księgarni online


Czy zna Pan jakieś badanie w tym obszarze prowadzone na grupie emigrantów?

Pierwsze badania tego typu były prowadzone już w latach 90. XX wieku w Wielkiej Brytanii. Pokazywały one, że emigranci są bardziej narażeni na choroby psychiczne niż inni mieszkańcy miast. Angielscy badacze zwrócili uwagę, że w dzielnicy, w której żyje bardzo dużo emigrantów z Jamajki i okolicznych wysp, odnotowuje się duży wzrost zachorowań na choroby psychiczne. Na początku podejrzewano, że to z powodu palenia marihuany. Niech się Pani nie śmieje! Wykluczono potem jednak taką możliwość, bo sprawdzono, że w krajach ich pochodzenia nie odnotowuje się takiego wzrostu zachorowań. Ciągle zastanawiamy się, co może być ich przyczyną – wiele z naszych hipotez wymieniłem już wcześniej.

Czy Państwa instytut prowadził jakieś badania poświęcone tej grupie?

Jakieś dwa lata temu przeprowadziliśmy badania na emigrantach w Niemczech i mamy już ich analizy. Zespołem badawczym kierował Ceren Akdeniz. Były to badania prowadzone na drugim pokoleniu emigrantów z różnych krajów, mieszkających maksymalnie 50 km od Mannhein. Okazało się, że podczas symulowanych stresujących sytuacji aktywują się u nich w mózgu te same obszary, które zaobserwowaliśmy u mieszkańców dużych ośrodków miejskich. Wynika z tego, że – choć nie mieszkają oni w dużych miastach – narażeni są na ten sam rodzaj stresu, który powoduje choroby psychiczne.

A czy są jakieś społeczności w dużych miast stosunkowo odporne na stres miejski?

Z naszych badań wynika, że taką grupę mogą tworzyć ludzie, którzy swoje dzieciństwo spędzali poza miastem. Odkryliśmy, że ludzie wychowani w miastach inaczej przetwarzają negatywne emocje niż ci, którzy przeprowadzają się do miast, będąc już dorosłymi. Przeskanowaliśmy mózgi 55 zdrowych ochotników podczas przeprowadzania eksperymentu z wywoływaniem stresu społecznego, który opisywałem wcześniej. Tego rodzaju stres aktywował zawsze dwa rejony mózgu, jednak w różny sposób, w zależności od miejsca pochodzenia ochotnika. Ciało migdałowate odpowiedzialne za przetwarzanie emocji wykazywało zdecydowanie większą aktywność u osób, które aktualnie mieszkały w mieście. Z kolei zakręt obręczy, który reguluje pracę ciała migdałowatego i przetwarza negatywne emocje, odpowiadał intensywniej u tych, którzy wychowali się w mieście. Oznacza to, że osoby, które wychowały się w mieście, są bardziej wrażliwe na stres. Meyer-Lindenberg uważa, że ta wręcz nadwrażliwość może czynić mieszkańców miast bardziej podatnymi na choroby umysłowe. Wnioski te idą też w parze ze stwierdzeniem, że stres w dzieciństwie i w okresie dojrzewania może mieć trwały wpływ na rozwój mózgu i tym samym na późniejszą jego podatność na choroby. Wychowywanie się w dobrym środowisku uodpornia natomiast na zły wpływ miejskiego życia już w dorosłości.

Czyli te pierwsze lata życia są niesłychanie istotne?

Tak. Są różne teorie. Jedne mówią, że kluczową rolę w tym kontekście odgrywa pierwsze 7 lat, inne że pierwsze 16. Widać to także na przykładzie nauki języków. Jeśli nie nauczyłeś się dialektu w pierwszych latach życia, później jest to w zasadzie niemożliwe.

A czy istnieją jakieś elementy życia miejskiego, miejskiej architektury, które mogą łagodzić miejskie stresy?

Badamy to. Robimy teraz bardzo fajny, interdycyplinarny projekt wraz z geologami z pobliskiego Uniwersytetu w Heidelbergu, którzy stworzyli wysokiej rozdzielczości mapę swojego miasta. Fizycy z Instytutu Technologicznego Karlsruhe zaprojektowali urządzenie pozwalające śledzić i badać ludzi podczas ich codziennych zajęć i przemieszczania się po Heidelbergu. Jest to aplikacja na smartfony, która rozpoznaje, kiedy dana osoba dociera do konkretnego miejsca, jak na przykład park czy też ruchliwe skrzyżowanie, i natychmiast wysyła jej test do wypełnienia, od ręki. Pytamy w nim o uczucia, złość, przygnębienie, ulgę, radość. Potem zapraszamy tych ochotników na badania do laboratorium, gdzie sprawdzamy za pomocą obrazowania mózgu, jak sobie radzą z emocjami i stresem. Przez połączenie danych dotyczących umysłu z tymi pokazującymi, jak uczestnicy czuli się w różnych lokalizacjach, mamy nadzieję odkryć, w jaki sposób różne aspekty miasta wpływają na pracę mózgu. Chcemy na przykład znaleźć odpowiedź na pytanie, czy spacer po parku faktycznie działa uspokajająco. Okazuje się, że tak. Kontakt z naturą ma bardzo wyciszający efekt. Jeśli jesteś zdenerwowana, najskuteczniej zrelaksuje Cię w mieście właśnie spacer po parku.

Jak w takim razie powinno być skonstruowane miasto przyjazne dla zdrowia psychicznego mieszkańców?

Ciągle tego nie wiemy, bo projekt z aplikacją na smartfony cały czas trwa. Wiemy natomiast już teraz na pewno, jak ważne dla ludzi żyjących w mieście są tereny zielone: parki, skwery i lasy. Łatwy dostęp do nich sprawi, że ludziom na pewno będzie żyło się przyjemniej i zdrowiej. Jest też jeszcze drugi element, którego do końca nie jesteśmy jeszcze pewni i nie mamy na jego potwierdzenie w pełni naukowych dowodów, ale wierzymy, że jest coś takiego jak „społeczna ochrona”. Oznacza to, że jeśli mamy dużo przyjaciół, silne więzi społeczne z kolegami lub rodziną, jesteśmy dodatkowo chronieni przed wielkomiejskim stresem. Oczywiście więzi te z reguły są lepiej rozwinięte poza dużymi miastami, w mniejszych społecznościach, ale można też tak zaplanować duże miasto, aby po pierwsze było w nim dużo zieleni, a po drugie, by składało się z licznych przestrzeni dospołecznych, w których łatwo jest wejść w kontakt z innymi ludźmi. Powinniśmy postawić na budowę niższych budynków i tworzyć więcej przestrzeni między nimi. Skoro coraz więcej z nas decyduje się na życie w mieście, powinniśmy zadbać o to, aby żyło się nam w nim przyjemnie. Współczesna nauka, szczególnie połączenie dyscyplin, pozwala nam zebrać dowody na przepis na mądrze planowane szczęśliwe miasta przyszłości.

Florian Lederbogen – specjalista od zaburzeń związanych ze stresem, członek zespołu profesora Andreasa Meyera-Lindenberga z Głównego Instytutu Zdrowia Psychicznego w Mannhein

Joanna Mikulska animatorka kultury i dziennikarka. Jest absolwentką kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z Towarzystwem Inicjatyw Twórczych „ę”, Stowarzyszeniem Krajoznawczym Krajobraz oraz „Gazetą Wyborczą”.

ilustracja: Popek-Banach