Centrum kryzysowe 2.0

Do wybrzeży Florydy zbliża się właśnie huragan Irma. Ewakuowano już ponad 5,6 miliona mieszkańców. Kiedy huragan minie, będą oni musieli od nowa zbudować swoje życie. Platforma Recovers może im w tym pomóc

Kiedy tornado uderzyło w ich rodzinne miasto Monson, w stanie Massachusetts, w którym tego typu klęski żywiołowe są rzadkością, miały 20 i 24 lata. Młodsza z sióstr O’Neill – Caitria właśnie szykowała się do wyjazdu na studia magisterskie do Moskwy, starsza – Morgan pracująca nad doktoratem z nauk o atmosferze, akurat spędzała dzień w Muzeum Nauki, testując, o ironio, makietę tornado. W 24 godziny zorganizowały sztab kryzysowy. Dlaczego zajęły się tym właśnie one?

W mieście panował chaos, posterunek policji i ratusz zostały doszczętnie zniszczone, a jednym z nielicznych budynków, w którym można się było schronić, był zabytkowy kościół. Ludzie zaczęli się w nim zbierać. Nie wiedzieli jednak, w czym pomóc, co przynieść, czego brakowało. Dwie młode dziewczyny miały laptopy, modem, znajomych do pomocy, umiejętność posługiwania się mediami społecznościowymi i praktykę w zarządzaniu lokalnymi kampaniami wyborczymi. Szybko okazało się, że są w stanie znaleźć odpowiedzi na pojawiające się pytania i zorganizować lokalną społeczność. Na bieżąco tworzyły system zarządzania klęską żywiołową – schemat pozwalający mapować lokalne zasoby, potrzeby, ułatwić koordynację grup wolontariuszy.

Kiedy opadły emocje i udało się opanować sytuację, siostry zaczęły zastanawiać się nad tym, jak wykorzystać swoje doświadczenie i pomóc sprawniej zarządzać akcjami ratunkowymi w przyszłości. Wzięły na warsztat podobne sytuacje z całego kraju (przeanalizowały m.in. konsekwencje huraganu Katerina) i zaczęły je rozkładać na czynniki pierwsze. Szybko zauważyły trzy podstawowe problemy. Stworzyły więc proste narzędzie – platformę Recovers ułatwiającą przygotowanie społeczności na zarządzanie kryzysowe. Pomysł, który zachwycił nawet sceptyków nowych technologii.

Kłopotliwa pomoc

Analiza sytuacji kryzysowych z całego kraju pozwoliła dziewczynom zauważyć powtarzające się schematy sytuacji. Na terenie miast objętych klęską żywiołową działa wiele niezależnych organizacji, które gromadzą dary rzeczowe, organizują pomoc. Często są to zbiórki ogólnokrajowe (w przypadku USA stanowe), ale zarządzające nimi organizacje po pewnym czasie opuszczają miasto. Lokalni koordynatorzy zostają wówczas z wielkimi zasobami niepotrzebnych lub nietrafionych darów. Taka pomoc często bywa przekleństwem. Dary trzeba przecież odpowiednio przechowywać – zwłaszcza, jeśli są to np. produkty spożywcze. Segregować je, przekazywać potrzebującym i wreszcie zdecydować, co zrobić z tymi darami, które zalegają w magazynach.

Drugim kluczowym utrudnieniem w procesie przywracania miasta do stanu sprzed powodzi, tornada czy wichury jest czas. Biegnie nieubłaganie. Na początku katastrofy wszyscy interesują się sytuacją zagrożonych lokalizacji, można liczyć na pomoc i spływające z całego kraju dary. Po tygodniu, a właściwie – jak obliczyły siostry O’Neill – statystycznie po 5 dniach temat klęski przestaje pojawiać się w mediach i znika ze świadomości ludzi mieszkających daleko od epicentrum wydarzeń. Tymczasem zanim zostaną oszacowane straty, skala zapotrzebowania na określony rodzaj pomocy rzeczowej dokładnie określona, mija kilka dni. Obrazy z miejsca katastrof naturalnych znikają z naszych oczu równie szybko, jak się pojawiły. I nikt nie zastanawia się nad tym, że minie kilka lat, zanim świat mieszkańców dotkniętych klęską wróci na swoje miejsce.

Trzecim problemowym obszarem są dane, a konkretnie trudność z udokumentowaniem działań sztabu kryzysowego. Skoro bowiem w trakcie akcji angażuje się setki wolontariuszy do różnych działań, można spróbować oszacować koszt ich pracy i na podstawie takiego swoistego wkładu własnego negocjować pomoc rządową.

Po przeanalizowaniu tych trudności, twórczynie Recovers uznały, że należy stworzyć prostą w obsłudze stronę internetową, która umożliwi dostęp do baz informacji o zasobach i źródłach pomocy, pomoże w pozyskaniu wolontariuszy i ich zdalnej koordynacji, ułatwi tworzenie raportów o zapotrzebowaniu na określony typ pomocy. Co najważniejsze jednak, cały pomysł opiera się na aktywizacji lokalnej społeczności – uczeniu mieszkańców obsługi tego internetowego narzędzia, zanim nadciągnie katastrofa, przyzwyczajaniu do faktu, że to także od ich postawy zależy, jak poradzą sobie w obliczu klęski. Czy zrezygnowani i bezwolni będą czekać na pomoc sztabów antykryzysowych, czy też wezmą sprawy w swoje ręce.

Mądre kopiowanie

Co ma jednak wspólnego przykład amerykański z polskimi realiami? Sceptycy mogliby powiedzieć, że huragany i tornada są w Polsce rzadkością, choć po grudniowym przejściu Orkanu Ksawery taka argumentacja ma już mniejszą siłę rażenia. Inne klęski naturalne – na przykład powodzie powtarzają się jednak w naszym kraju z niemalże matematyczną precyzją. W tych samych odstępach powraca również temat polityki antykryzysowej i niestety dyskusje te nie przynoszą oczekiwanych zmian. Zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym istnieją luki, które powodują, że co i rusz powielane są stare błędy, a koordynacja działań sztabów pozostawia sporo do życzenia. Przykład amerykański to zatem ciekawa inspiracja, którą warto wziąć pod uwagę, planując działania antykryzysowe.

www.recovers.org

aktualności dotyczące platformy i programu: https://blog.recovers.org/