Bordas: Europejskie odzyskiwanie przestrzeni

Jesteśmy otwarcie polityczni – wybierając finalistów konkursu, szukamy nowych odpowiedzi na pytanie, jak możemy demokratyzować miasta poprzez projekty przestrzeni publicznych

z Davidem Bravo Bordasem, architektem i sekretarzem jury Europejskiej Nagrody Przestrzeni Publicznych rozmawia Marta Żakowska

Jakie są obecne trendy w projektowaniu europejskich przestrzeni publicznych?

Przyznajemy Europejską Nagrodę Przestrzeni Publicznych od 2000 roku, więc od 17 lat bardzo dokładnie śledzimy to, co dzieje się w miastach. Z pewnością mogę więc powiedzieć, że jesteśmy świadkami miejskiej rewolucji, która wybuchła w ostatnich latach XX wieku. W wielu europejskich ośrodkach miejskich przestrzeń publiczna jest obecnie „odzyskiwana” – odbierana samochodom i oddawana pieszym. Powoli zaczynamy rozumieć, że promowanie ruchu samochodowego było jednym z największych błędów, jakie popełniliśmy w minionym stuleciu. Od początku istnienia tego wynalazku auta zabiły więcej ludzi niż II wojna światowa. Samochód jest więc seryjnym zabójcą! Cieszy mnie, że odzyskiwanie przestrzeni to główny wątek, który łączy dziś europejskie miasta. Ale to dopiero początek tej historii zmiany. Nadal żyjemy w kulturze zdominowanej przez samochód i nawet alternatywy, które się pojawiają – takie jak pojazdy elektryczne i automatyczne – nie są dobrym rozwiązaniem, bo tworzą te same problemy, co auta spalinowe. Pojawia się co prawda trend usuwania samochodów z chodników, placów oraz skwerów i oddawania tych przestrzeni pieszym. Inwestujemy jednak jednocześnie ogromne kwoty w budowę nowych jezdni i infrastrukturę podziemną – w tunele. W wielu przypadkach nie pozbywamy się więc samochodów, tylko je ukrywamy.

I wciąż przeznaczamy na to bardzo pokaźne kwoty, szkodząc sobie samym i przyszłym pokoleniom…

Wydajemy miliony na te inwestycje, a powinniśmy przeznaczać je na infrastrukturę transportu publicznego i mieszkania w centralnych częściach miasta. Dogęszczanie jest przecież jednym z warunków doprowadzenia do celu tej miejskiej rewolucji i jedną z podstaw infrastruktury zrównoważonej mobilności. Musimy pozwolić mniej zamożnym mieszkańcom miast mieszkać w centralnych dzielnicach i korzystać z usytuowanych w nich zdrowych przestrzeni publicznych. Pamiętajmy przy tym, że po kilku latach działania przedstawicieli ruchu walczącego z dominacją samochodów w miastach uwalniane przestrzenie publiczne stają się bardzo atrakcyjne dla turystów i dla deweloperów. Pojawia się więc ogromny problem gentryfikacji, który skutkuje wyrzucaniem „starych”, mniej zamożnych mieszkańców centralnych dzielnic na obrzeża miast. To z kolei sprawia, że muszą oni jeździć samochodami. Cały budżet, który inwestujemy w ruch samochodowy, powinniśmy więc przeznaczyć na politykę mieszkaniową i transport publiczny – choć mówiąc to, nie myślę o metrze, którego budowa jest za droga i którego idea opiera się na nieingerowaniu transportu publicznego w infrastrukturę samochodową. Zamiast czterech pasów dla samochodów potrzebujemy jednego pasa dla rowerów, jednego dla autobusów i dwóch dla karetek, służb porządkowych oraz samochodów dostawczych.

Dlatego też w 2016 roku wyróżniliście Kopenhagę – miasto legendę zrównoważonej mobilności i zdrowych przestrzeni publicznych?

Oceniamy miejskie przestrzenie publiczne nie tylko pod kątem estetycznym albo technicznym, jak wiele innych środowisk przyznających nagrody architektoniczne i urbanistyczne. Jesteśmy otwarcie polityczni – wybierając finalistów konkursu, szukamy nowych odpowiedzi na pytanie, jak możemy demokratyzować miasta poprzez projekty przestrzeni publicznych. Demokratyzację rozumiemy przy tym jako proces składający się z czterech płaszczyzn. Pierwszą z nich jest redystrybucja. Projekt dobrej przestrzeni publicznej powinien umożliwiać wykluczonym środowiskom dostęp do niej i rozwijać poczucie przynależności do danego miejsca bez względu na ich status, majątek i władzę, jaką dysponują. Dobrym przykładem takiego działania jest demokratyzacja nabrzeża w Marsylii. Przez lata było zagarnięte przez samochody właścicieli prywatne jachtów i bywalców klubów jachtowych, a potem zostało przekształcone w ogólnodostępną przestrzeń publiczną dla pieszych. Jest to ciekawy przykład miejskiej redystrybucji możliwości, który wpisał się w nurt otwierania nabrzeży, terenów zieleni i miejsc usytuowanych na obrzeżach miast.

Port w Marsylii, fot. © Young Foster Partners

Na czym polega kolejna, druga płaszczyzna demokratyzacji przestrzeni?

Związana jest ona z patrzeniem w przyszłość i ze zrównoważonym rozwojem, czyli ze wszystkimi projektami, których twórcy dbają o potrzeby życiowe przyszłych mieszkańców miast i to nie tylko w sensie ekologicznym, ale też ekonomicznym. Często tworzymy wielkie i bardzo drogie projekty przestrzeni publicznych, które obciążają kosztami kolejne pokolenia. Nie warto i nie możemy tego robić. Jednym z projektów, w którym udało się uniknąć takich konsekwencji, jest zakaz wszelkich reklam wprowadzony w transporcie publicznym w Malmö. Ich miejsce zajęły instalacje artystyczne. Akcja miała na celu podniesienie jakości podróżowania i tym samym atrakcyjności transportu publicznego, a więc i zachęcenie ludzi do korzystania z niego zamiast z samochodów. Ciekawym projektem z tego nurtu jest też rewitalizacja wysypiska w dolinie Vall d’en Joan leżącej pomiędzy katalońskimi miasteczkami Begues i Gavà. Jest ona odpowiedzią na pytanie, jak miasta mogą radzić sobie z ogromną ilością śmieci. Na terenie wysypiska, które od 1974 roku przez ponad 30 lat obsługiwało w zasadzie cały obszar metropolitalny Barcelony, powstał park zintegrowany z Parque del Garraf, rezerwatem o powierzchni ponad 12 tys. hektarów. Wysypisko było odpowiedzialne za wytwarzanie 20 proc. gazów cieplarnianych emitowanych w Barcelonie i jej okolicach, więc dzięki tej zmianie udało się pozbyć ogromnego problemu ekologicznego. W procesie tym zastosowano wiele ciekawych rozwiązań – zainstalowano np. system zbierający biogaz produkowany w trakcie fermentacji odpadów znajdujących się pod nową parkową powierzchnią. Jest on przetwarzany w energię elektryczną eksportowaną do ogólnej sieci elektroenergetycznej zasilającej metropolię.

Wiele z przyznawanych przez Was nagród i wyróżnień związanych jest też z upamiętnianiem różnych wydarzeń w przestrzeniach publicznych. Trzecia płaszczyzna demokratyzacji dotyczy pamięci?

Tak. Jest ona bardzo ważna, bo dwa omówione wcześniej przeze mnie kierunki zdążyły już przedostać się do mainstreamu współczesnego projektowania przestrzeni publicznych i planowania miejskiego. Z pamięcią wciąż jednak mamy problemy. Projekty przestrzeni publicznych powinny wyraźnie odnosić się do lokalnych uwarunkowań kulturowych, nie musimy nieustannie traktować ich jak tabula rasa. Powinniśmy zmieniać ich funkcje i poszerzać grupy ich użytkowników, ale bazując na wartościach związanych z danym miejscem. Musimy pamiętać, że europejskie miasta są stare, mają ogromną historię i tradycje, co jest ich wartością – trzeba o nią dbać, a nie niszczyć wszystko i wprowadzać nowe elementy. Nasza relacja z pamięcią miejską jest przy tym oczywiście bardzo skomplikowana i ma dwa wymiary. Żyjemy w cieniu wielu miejskich traum, którym musimy nadawać nowe znaczenia. Równocześnie wiele wydarzeń niesłusznie spychamy w niepamięć. Wśród prac naszych finalistów dobrym przykładem działania związanego z tym procesem jest Krąg Pamięci, międzynarodowy pomnik w miejscowości Ablain-Saint-Nazair upamiętniający ponad pół miliona ofiar różnych narodowości, które straciły życie podczas I wojny światowej na wzgórzu Notre-Dame-de-Lorette. Warto też wspomnieć plac Bohaterów Getta w Krakowie stworzony w miejscu tragedii, gdzie do tej pory nie było śladu tych wydarzeń. Trauma wyraźnie przywołana była też w berlińskim przedsięwzięciu Volkspalast – grupa obywateli przez w latach 2003–2005 prowadziła w Pałacu Republiki eksperymentalne centrum kulturalne, ale budynek został zburzony, a w jego miejscu odtworzono istniejący tam wcześniej barokowy zamek[1]. Szkoda, bo po co niszczyć istniejące ślady historii?

Ostatnia z czterech płaszczyzn demokratyzacji przestrzeni publicznej to…?

Partycypacja i działania oddolne, bardzo ważne w zwalczaniu technokracji i despotyzmu, które były jednymi z głównych sił europejskiego planowania miejskiego XX wieku. Poprzednie stulecie pełne było ludzi realizujących zlecenia generałów i władz wdrażających projekty dla ludzi, a nie z ludźmi. Tworząc nowe przestrzenie, musimy korzystać z doświadczeń i wiedzy specjalistów, ale przede wszystkim słuchać przyszłych użytkowników projektowanych miejsc. Partycypacja w projektowaniu ma także duże znaczenie w kontekście rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i rozwoju demokratycznych miast. Ciekawym przykładem tego kierunku pracy architektonicznej jest biblioteka na świeżym powietrzu w Magdeburgu, która powstała na działce miejskiej, przez lata pustej i niszczejącej. Miasto długo obiecywało, że zbuduje w tym miejscu prawdziwą bibliotekę, ale do tego nie doszło, więc mieszkańcy sami się zorganizowali. Rozpoczęli współpracę z architektem, z którym, dzięki wsparciu z budżetu federalnego, zbudowali model biblioteki 1:1, używając materiałów z rozbiórki innego budynku z lat 60. „Biblioteka” jest symbolem wymarzonej przez mieszkańców instytucji kulturalnej. Co ciekawe, dysponuje ona dziś ponad 20 tys. książek zebranych od mieszkańców, odbywają się w niej koncerty, festiwale oraz spotkania, a miejsce to prowadzone jest przez lokalną społeczność.

Ogród publiczny – pomnik ku czci ofiar Majdanu, Kijów, Nagroda specjalna 2016, artykuł poświęcony tej realizacji można znaleźć w 17 numerze Magazynu Miasta, fot. © Zhenya Kuleba

Promujecie więc też inicjatywy oddolne, które biorą sprawy w swoje ręce, bo administracja sobie z nimi nie radzi. Jakie jeszcze negatywne trendy widzicie w Europie?

 Jestem bardzo sceptyczny wobec idei smart city. Żyjemy w wyjątkowym, historycznym momencie, w którym nowe technologie mają ogromny wpływ na świat fizyczny i miasta są krajobrazem, w którym widać to bardzo dokładnie. Przekształciły one już różne aspekty życia miejskiego, np. rynek mieszkaniowy – mamy do czynienia m.in. z efektem Airbnb, który wyraźnie wpływa na przekształcanie tzw. prawa do mieszkania, szczególnie w miastach turystycznych takich jak Praga, Wenecja czy Barcelona. Mamy też do czynienia z ruchem globalnych inwestorów, którzy przemieszczają swój kapitał dzięki Internetowi i inwestują w różnych miejscach na ziemi, co głęboko je przekształca – pod kątem społecznym, ekonomicznym, ekologicznym i fizycznym. Fenomen Ubera, fenomen samochodów elektrycznych i automatycznych to też ważne czynniki współczesnego rozwoju miejskiego. Uber – chociaż teoretycznie jest ważnym elementem tzw. ekonomii współdzielenia, promuje przemieszczanie się samochodami i przyczynia się do zakorkowania miast zamiast do rozwoju transportu publicznego, ruchu rowerowego i pieszego. Duże znaczenie dla losów miast ma także rozwijający się rynek sprzedaży online, czyli Amazon, Allegro i inne sklepy internetowe. Zabijają one małe lokalne sklepy, które są bardzo ważne, zarówno dla lokalnej gospodarki, jak i w kontekście bezpieczeństwa. Wiemy przecież, że rozwijają się wokół nich wspólnoty lokalne. Badania pokazują, że dzięki nim w miastach jest bezpieczniej, bo działa tzw. „oko sąsiada”, rozwijają się więzi między ludźmi. Jednocześnie media społecznościowe, takie jak Facebook mający już dziś ponad 2 mld użytkowników na całym świecie, odgrywają rolę, jaką przez setki lat w miastach pełniły agory, place i skwery – miejsca życia polityki lokalnej, interakcji, sceny życia obywatelskiego. Zaspokajamy dziś swoją potrzebę bycia częścią czegoś i przynależności do grupy w dużej mierze w Internecie. A place miejskie pustoszeją. Z drugiej strony media społecznościowe pozwalają nam się szybko i masowo zorganizować i spotkać na placu w jakiejś sprawie, więc jest to wieloaspektowa zmiana, która od pięciu, dziesięciu lat nabiera coraz większego znaczenia.

Jakimi trendami rodzącymi się poza Europą moglibyśmy inspirować się jako europejskie miasta?

Systemami organizującymi nieformalne miasta, slumsy, które stanowią największy procent zurbanizowanego świata. Możemy się od nich wiele nauczyć – przede wszystkim zainspirować mechanizmami podnoszącymi poziom zagęszczenia, zwartości i mieszania funkcji przestrzeni, łączenia miejsc zamieszkania z miejscami pracy. Są to w końcu kluczowe wartości potrzebne nam do rozwiązywania współczesnych europejskich problemów miejskich. Rynek nieruchomości i twórcy polityki mieszkaniowej powinni je śledzić i wdrażać w naszym systemie. Slumsy są oczywiście ogromnym problemem społecznym i musimy znaleźć dla niego godne rozwiązanie, ale organiczne systemy pozwalające przetrwać ich mieszkańcom mają ogromną wartość edukacyjną i eksperymentalną dla ludzi zajmujących się rozwojem miast. Musimy też pamiętać, że sami produkujemy slumsy na drugim końcu świata – za każdym razem, gdy stawiamy wieżowiec w jakimkolwiek mieście w Europie, przyczyniamy się do ich rozwoju. Budynki te powstają w zasadzie z baraków świata nieformalnego – nie jesteśmy w końcu niepołączonymi systemami ekonomicznymi. Zasoby potrzebne do zbudowania wieżowca pochodzą pośrednio ze slumsów na przedmieściach ważnych miast południowoamerykańskich i afrykańskich. W globalnym kapitalizmie wszystko jest ze sobą połączone i z dekady na dekadę widać to coraz wyraźniej.

Co zmieniło się w kryteriach przyznawania nagrody w ciągu ostatnich pięciu lat?

Gdy zaczynaliśmy przyznawać nagrody, do konkursu zgłaszali się głównie architekci, urbaniści i inżynierowie pracujący w przestrzeniach publicznych. Z czasem zaczęto również zgłaszać inicjatywy ruchów społecznych, sąsiadów, działania związane z ogrodnictwem miejskim i zielenią w mieście – nagradzaliśmy więc też inicjatywy „miękkie” i niezwiązane z klasycznym projektowaniem. Coraz więcej wyróżnień w konkursie dotyczy politycznego i społecznego życia przestrzeni publicznych. Choć jury od początku stawiało na taki charakter nagrody, dopiero z czasem zaczęły się pojawiać zgłoszenia związane z tego typu przedsięwzięciami. Powoli upowszechniało się więc przekonanie, że nasza nagroda uwzględnia też takie działania. Cieszy mnie to, bo chcemy kolekcjonować dobre praktyki demokratycznego podnoszenia jakości miejskich przestrzeni publicznych. Głęboko wierzymy, że są one ważnym narzędziem uwspólniania miasta na różnych poziomach i pracy nad zrównoważonym rozwojem. Zależy nam przy tym na promowaniu przekonania, że „da się”. Pokazując w książkach[2], które wydajemy, i na naszej stronie internetowej oraz nagradzając konkretne przykłady projektów, inspirujemy kolejne miasta do odważnych i progresywnych działań. Pomagamy tym samym wielu podobnym inicjatywom w zdobywaniu poparcia, sponsorów i uwagi opinii publicznej.

David Bravo Bordas – architekt od 2003 roku współpracujący z Centre of Contemporary Culture of Barcelona (CCCB), współtwórca koncepcji Europejskiej Nagrody Przestrzeni Publicznych (European Prize for Urban Public Space) i sekretarz jej jury. Reżyser filmu dokumentalnego Europe City (2012). Wykłada na Open University of Catalonia (UOC) i ELISAVA School of Design

www.publicspace.org

zdjęcie tytułowe: Krąg Pamięci, międzynarodowy pomnik w miejscowości Ablain-Saint-Nazair, fot. © Howard Kingsnorth

Wywiad został przeprowadzony podczas festiwalu reSITE „In/Visible Cities” w Pradze

[1] O historii zburzenia Pałacu Republiki i odbudowy Stadtschloss można przeczytać w międzynarodowym numerze Magazynu Miasta / Cities Magazine no 1/2017 w tekście Shared Layers of History – urban phenomena of communist cities. Numer jest dostępny w naszej księgarni na stronie www.magazynmiasta.pl.

[2] Europe City. Lessons from the European Prize for European Prize for Urban Public Space, Centre de cultura contemporania de Barcelona, Lars Müller Publishers, 2015.