Fabryka korzyści

Zimą pozwalają zmniejszyć rachunki za prąd, a latem za klimatyzację, zapobiegają udarom słonecznym i podtopieniom – drzewa. Ile dzięki nim oszczędzamy?

Wywiad z dr inż. Marzeną Suchocką, współtwórczynią Instytutu Drzewa i wykładowczynią w Katedrze Architektury Krajobrazu SGGW w Warszawie

Ile warte jest drzewo?

Przyzwyczailiśmy się mówić o wartości drewna. Tymczasem na Zachodzie od lat 60. oblicza się korzyści z obecności drzew w miejskich ekosystemach oraz wartość odtworzeniową drzewa. Obie te kwestie zależą od bardzo wielu czynników.

Zacznijmy więc od czynników podstawowych. Czym ekosystem miejski różni się od ekosystemów zlokalizowanych poza obszarami zurbanizowanymi?

Ekosystem to, mówiąc najprościej, cała przyroda: organizmy i środowisko ich życia. Istotą trwania ekosystemów jest bioróżnorodność. Ekosystemy miejskie mają to do siebie, że są zdominowane przez człowieka i jego wytwory, beton i asfalt, czyli budynki, drogi i chodniki. To powoduje, że równowaga biologiczna zostaje zachwiana, a środowisko życia staje się mniej przyjazne – również, a może przede wszystkim, dla samego człowieka. Duże różnice temperatur, pojawianie się nadmiernych liczby gryzoni, komarów i karaluchów, problemy z odpływem wód deszczowych to tylko niektóre skutki gospodarki środowiskiem prowadzonej przez człowieka.

Na szczęście ratują nas drzewa.

W widocznych częściach drzewa, czyli w pniu i koronie, mieszkają tysiące gatunków organizmów. W martwych drzewach żyje kolejny tysiąc. W systemie korzeniowym – następne tysiące. Drzewa są zatem siedliskiem bioróżnorodności, trochę takimi ostojami życia jak te w filmie Avatar. Dzięki temu są najbardziej efektywnym elementem ekosystemu. A dla mieszkańców miast najważniejsze są drzewa duże, sędziwe, drzewa weterany.

Których pozbywamy się najchętniej.Bo nie zdajemy sobie sprawy, że drzewa to fabryka korzyści. W literaturze mówi się o tym, że świadczą nam one „usługi ekosystemowe”. Krajowy Instytut Polityki Przestrzennej i Mieszkalnictwa wydał książkę pod redakcją Haliny Szczepanowskiej i Marka Sitarskiego pt. Drzewa. Zielony kapitał miast. Zawiera ona szczegółowy katalog funkcji pełnionych przez drzewa wraz z wyceną ich wartości w złotówkach.

Jakie są to usługi?

Zacznijmy od tego, że drzewa, szczególnie te zlokalizowane w pobliżu budynków, są naturalnym regulatorem klimatu. Korony drzew rzucają cień na chodnik i budynek. Osłaniają przed wiatrem. W zależności od tego, czy drzewo znajduje się od północnej, czy południowej strony budynku, może chronić go przed utratą ciepła lub nadmiernym promieniowaniem słonecznym. Dzięki temu zimą mniej wydajemy na ogrzewanie, a latem na klimatyzację. W miastach często mamy do czynienia z obszarem nazywanym „wyspą ciepła”, gdzie temperatury są o kilka stopni wyższe niż w jego okolicy. Sami sobie go tworzymy, pozbywając się drzew w strefach śródmiejskich. I natychmiast zaczynamy ponosić dodatkowe konsekwencje takiej gospodarki przyrodą.

Pojawia się smog.

Chociażby. Ale konsekwencją, która dotyka nas natychmiast, jest zwiększona podatność na choroby, w tym schorzenia autoimmunologiczne i depresję. Drzewa są źródłem naszego dobrego samopoczucia, a ich obecność w sąsiedztwie człowieka koreluje z obniżeniem wydatków na leki. Są to fakty potwierdzone naukowo, a odnosimy się do nich z lekceważeniem, tak jakby były jedynie domniemaniem. Richard Louv w swojej niezwykle popularnej książce Ostatnie dziecko lasu pisze wręcz o tym, że mamy do czynienia z „zespołem deficytu natury”, jednostką chorobową mającą wpływ m.in. na zdolność koncentracji czy zapadalność na ADHD.

Podświadomie to wiemy. Każdy pragnie mieszkać w zielonej okolicy.

A my naukowcy wiemy to na pewno. Do usług ekosystemowych zalicza się również wpływ na estetykę krajobrazu, zapewnianie potrzeb związanych z życiem w ładnej przestrzeni. Z badań prowadzonych w różnych państwach, m.in. w Wielkiej Brytanii czy Finlandii, wynika, że ludzie są w stanie zapłacić średnio o 15 proc. więcej za mieszkanie, o ile w ten sposób uzyskają dostęp do zieleni za oknem. Mierzy się to wskaźnikiem „willing to pay”, czyli maksymalnym kosztem, jaki są gotowi ponieść.

Związek wartości drzew i przestrzeni jest dosyć niebezpieczny. Zieleń staje się towarem deficytowym…

…i luksusowym.

To dlaczego nowe inwestycje mieszkaniowe zazwyczaj rozpoczynają się od karczowania zieleni na działce?

Bo w Polsce mamy do czynienia z patologią. Drzewo najwięcej korzyści przynosi nam wtedy, kiedy jest dorosłe i zdrowe. Zanim urośnie do rozmiarów zapewniających optymalną ochronę budynków przed wiatrem, ocienienie, oczyszczanie powietrza poprzez transpirację, czyli produkcję pary wodnej, mija kilkadziesiąt lat. Ludzie nie zdają sobie sprawy z faktu, że dorosłe drzewo w pobliżu to nie tylko walor estetyczny, ale też realna oszczędność w kosztach energii, inwestycja we własne zdrowie psychiczne i fizyczne oraz ochrona przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi takimi jak upał, deszcz czy wichury.

Wichury to również jeden z powodów usuwania drzew.

I tak wpadamy w błędne koło. W Polsce winni są tu niestety sami mieszkańcy. Pociągając samorządy lokalne do odpowiedzialności za wypadki z udziałem drzew spowodowane silnym wiatrem, przyczyniają się do nadmiernej działalności zapobiegawczej. Wycina się drzewa „na wszelki wypadek”, aby nie ponosić później kosztów odszkodowań. I tak tworzymy sobie środowisko życia, w którym niekorzystne zjawiska pogodowe zostają wzmocnione.

Ile pieniędzy na tym tracimy?

Wartość wszystkich usług świadczonych przez drzewa, jakie sobie wymieniłyśmy, uzależniona jest od kilku kwestii: czy drzewo jest małe, średnie, czy duże? Jakiego jest gatunku? I – co najważniejsze – jaki ma rozmiar? Jak jest zlokalizowane względem zabudowań? Dopiero odpowiedź na te pytania, po przyłożeniu ich do konkretnych kryteriów z badań, pozwala odpowiedzieć na pytanie, ile warte są usługi świadczone przez drzewo w cyklu rocznym lub – mówiąc bardziej obrazowo – ile oszczędzamy dzięki temu, że w pobliżu rośnie drzewo. Prowadziliśmy takie badania na Pradze-Północ w Warszawie. Jedno średnie drzewo w parku Praskim przynosi rocznie 21 zł. Jeśli pomnożymy to przez liczbę drzew i lat, wychodzi całkiem pokaźny efekt „pracy” tego parku na rzecz mieszkańców. W książce Drzewa. Zielony kapitał miast dokładnie to wyliczyliśmy, zacytuję: „Jedno drzewo przyuliczne na badanym terenie Pragi-Północ »przechwyciło« średnio 1,96 m3, opadów rocznie, w tym drzewa duże 4,0 m3, drzewo średniej wielkości 2,4 m3, a drzewo małe około 0,8 m3. Przeliczając uzyskaną wartość pieniężną usług hydraulicznych« drzew wynoszącą średnio 21,5 zł w stosunku do wielkości drzew, otrzymuje się następujące kwoty: drzewa duże 57 zł, drzewa średnie 27 zł, drzewa małe 9 zł. Na terenie badanych ulic 352 drzewa »przechwyciły« hipotetycznie 689 m3 opadów w ciągu roku, a w stosunku do wszystkich drzew przyulicznych Pragi-Północ byłoby to 23 500 m3 wody deszczowej. Wartość pieniężna tej usługi świadczona przez 352 drzewa badane rocznie wyniosłaby więc 7568 zł, a drzew przyulicznych na terenie dzielnicy Pragi-Północ 258 000 zł, według wskaźników dla terenu objętego monitoringiem”.

Wycinam drzewo. Jaką stratę ponosi miejski ekosystem?

Tu wchodzimy na inny grunt. W takiej sytuacji nie liczymy straconych korzyści, jakie mogło nam przynieść drzewo, czyli ceny utraconych usług ekosystemowych. Zamiast tego obliczamy tak zwaną „wartość odtworzeniową drzewa”.

Wielu z nas myśli teraz pewnie o wartości wywiezionego drewna.

To nie ma absolutnie nic wspólnego! Powiedziałam na początku, że drzewo to fabryka korzyści. Wartość odtworzeniowa to koszt budowy takiej fabryki. Określa ona, ile środków należałoby przeznaczyć na wyhodowanie drzewa o takich samych walorach jak drzewo, które zostało wycięte. Jesteśmy w stanie precyzyjnie wycenić stratę, jaką ponosi zarządca w związku z wycinką lub uszkodzeniem drzewa. Nawet na podstawie małego uszkodzenia możemy przewidzieć, ile jeszcze będzie żyło drzewo i o ile krócej od średniego wieku drzew danego gatunku. Dzięki temu wiemy, że nie tylko wycinka, ale też nieprawidłowe przycięcie gałęzi to utrata konkretnych złotówek.

Kiedy wiemy, że drzewo w wyniku uszkodzenia długo nie pożyje?

Wszystkie drzewa podlegają progom krytycznym uszkodzeń mechanicznych. Uszkodzenie 45 proc. systemu korzeniowego, połowy obwodu pnia czy wycięcie więcej niż pół korony to szkoda całkowita. Takie drzewo w zasadzie nie ma szans na długi i bezpieczny rozwój.

Jak w praktyce wygląda ustalanie kryteriów wyceny wartości odtworzeniowej?

Metodologia obliczania tej wartości została stworzona w Instytucie Gospodarki Przestrzennej i Mieszkalnictwa (dziś: Krajowy Instytut Polityki Przestrzennej i Mieszkalnictwa – przyp.red.) pod kierunkiem wspomnianej przeze mnie prof. Szczepanowskiej. Brałam udział w pracach zespołu właśnie w ramach tego tematu. Przeanalizowaliśmy szesnaście zagranicznych metodologii obliczania wartości odtworzeniowej drzewa i ustaliliśmy własne kryteria, kierując się średnimi lub medianą pomiarów. Badania, które poddaliśmy analizie, to długotrwałe badania praktyczne, pomiary i symulacje prowadzone na różnych gatunkach i wielkościach drzew. Właśnie dlatego, że uwzględniliśmy inne opracowania, stworzyliśmy jedną z najlepszych metodologii tego typu na świecie i jednocześnie najbardziej zrównoważoną, uwzględniającą wiele czynników. W Polsce nie ma innej metodologii.

I jest chętnie stosowana.

Ech, i tu właśnie zaczyna się problem. Nasz sposób obliczania wartości odtworzeniowej stał się podstawą nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Tyle tylko, że idea obliczania tej wartości została zupełnie wypaczona. Jeśli wskazujemy, jak dokładnie obliczać stratę, którą ponosi zarządca w związku z uszkodzeniem lub wycinką drzewa, to jest to najlepszy sposób na obliczenie zadośćuczynienia. Mimo to w ustawie zupełnie nie odniesiono się do tych realnych stawek, a zamiast nich wprowadzono abstrakcyjne opłaty administracyjne. Jak budować świadomość społeczną, jeśli operujemy karami administracyjnymi, zamiast pokazać wartość drzewa i wytłumaczyć, jak dużo musielibyśmy włożyć czasu i siły w posadzenie i jego pielęgnację, aby urosło do takich samych rozmiarów jak to zniszczone? Z takim murem niezrozumienia spotykamy się na każdym polu.

Polska jest tu wyjątkiem?

Nasza metoda została stworzona w 2009 roku. Na świecie tego rodzaju wyceny sporządza się już od kilkudziesięciu lat. To pokazuje różnicę. W Polsce upowszechnianie dobrych praktyk jest drogą przez mękę. Podam taki przykład: warsztat międzybranżowy z projektantami drogowymi. Pokazujemy, jak budować chodniki, aby system korzeniowy drzew mógł się zdrowo rozwijać. To istotne, bo w miastach korzenie rosną dosyć płytko i płasko rozchodzą się szeroko wokół pnia. Na Zachodzie buduje się tak zwane „chodniki tarasowe”, podwieszane w taki sposób, aby pozostawić przestrzeń dla części podziemnych drzewa. I na takim warsztacie spotykamy się ze śmiechem i komentarzami, że chcemy budować „chodniki fruwające nad ziemią”. Skutkuje to przykładowo budową ścieżek rowerowych niszczących kilometry szpalerów drzew bez potrzeby…

Chodniki zawsze budowano normalnie i drzewa jakoś rosły.

Jakoś… ale bardzo wiele z nich obumarło lub się przewróciło. A wie Pani, co jest największym zagrożeniem dla drzew?

Dużo mówi się o soleniu.

W kolejności zagrożeń solenie mogło by być dopiero czwarte. Pierwsze trzy to: zbyt duże zagęszczenie gleby, czyli ubita ziemia w systemie korzeniowym drzew, która nie przepuszcza odpowiednich ilości tlenu; zbyt mała misa dla systemu korzeniowego – aby drzewo mogło się prawidłowo rozwijać, potrzebuje około 30 m3 gleby; oraz uszkodzenia mechaniczne, czyli najeżdżanie korzeni samochodami i straty spowodowane budową infrastruktury. Drzewo, które ma zapewnione odpowiednie warunki, będzie żyło średnio 160 lat. W misie o wielkości 1m2 nie ma takich szans, pożyje 6–7 lat. Z tego wynika, że aby utrzymać zieleń w dobrej kondycji, budowa systemów antykompresyjnych powinna być priorytetem. Przykładem takich systemów zapobiegających zbytniemu zagęszczeniu gleby są właśnie podwieszane chodniki.

Może trzeba je wpisywać do dokumentów strategicznych. W Warszawie funkcjonuje np. tzw. „zielony standard”.

I one tam są! Tylko co z tego, skoro dokumenty sobie, a praktyka sobie. Odpowiedzialność jest rozproszona. Wprowadzenie odpowiedzialności finansowej za uszkodzenie drzewa – wracamy do wartości odtworzeniowej drzew – zmobilizowałoby projektantów do tworzenia dobrych projektów, a wykonawców robót budowlanych do dobrej jakości prac. Dla dobra drzew konieczna jest współpraca branż.

A co z tym soleniem? To temat coraz bardziej kontrowersyjny, a teraz okazuje się, że w pewnym sensie zastępczy.

Oczywiście solenie jest złe, więc można zastąpić je piaskiem, zmiata się go i nie ma problemu. Ale sól można wypłukać. Solimy w okresie spoczynku drzew, wystarczy przed okresem wegetatywnym wypłukać glebę wodą rozprowadzaną w ramach pielęgnacji zieleni i większości negatywnych konsekwencji uda się uniknąć. Natomiast bardzo szkodliwy jest aerozol solny, który w tych najbardziej uczęszczanych lokalizacjach, w których soli się najwięcej, uszkadza pąki, uniemożliwiając prawidłowy rozwój pędów.

To co możemy robić, aby budować świadomość wokół potrzeb drzewostanu, korzyści, jakie nam przynosi, i kosztów jego odtworzenia?

Warsztaty międzybranżowe pomiędzy różnymi branżami projektowymi, urzędnikami, inwestorami, uczestnikami procesu budowlanego – to mimo wszystko powinna być konieczność. Zawsze jakaś wiedza przebije się w końcu podczas takich spotkań. Usługami ekosystemowymi pełnionymi przez drzewa i wartością odtworzeniową drzew powinny również interesować się organizacje pozarządowe i aktywiści, bo dzięki tym narzędziom wiedzą oni dokładnie, ile samorząd traci na inwestycjach nieuwzględniających w projektach istniejących drzew. Albo ile tracimy w wyniku nieudolnej pielęgnacji, czasem wykonywanej w dobrej wierze. Te dwie metody zostały stworzone przede wszystkim jako element zarządzania.

Czy sprowadzanie zieleni do wartości pieniężnych nie jest nieco przygnębiające?

Moim zdaniem jest to szansa na usprawnienie komunikacji i poprawę zarządzania drzewami. Tak najłatwiej mówić o tym, że dbanie o drzewa jest w naszym interesie. Przecież zgodnie z artykułem 48. Kodeksu cywilnego drzewa to część składowa gruntu. Jeśli myślimy o przestrzeni publicznej lub własności komunalnej, to drzewa są częścią majątku trwałego miasta. Nam jako mieszkańcom powinno więc zależeć, aby podlegały dobremu zarządzaniu tak samo jak nieruchomości. Ale niestety traktujemy je tylko jak barierę inwestycyjną.

Czy można sobie w takim razie samodzielnie policzyć, jakie korzyści przynoszą nam drzewa?

Jest taki program, i-Tree Eco, darmowy, każdy może z niego skorzystać. Z jego pomocą możemy sprawdzić, jakiej wartości usługi ekosystemowe świadczą drzewa pod naszymi oknami. Powinniśmy to wiedzieć. Bo dziś potrzebna nam jest presja społeczna, bez niej ochrona drzew zawsze będzie spychana na ostatnie miejsce w hierarchii ważnych spraw.

dr inż. Marzena Suchockawykładowczyni w Katedrze Architektury Krajobrazu SGGW w Warszawie, twórczyni kursu Inspektora Nadzoru Dendrologicznego w procesie inwestycyjnym, współtwórczyni Instytutu Drzewa i kursu Inspektora Drzewa, przewodnicząca Sekcji Drzew Miejskich Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego. Autorka wielu publikacji dotyczących oceny statyki drzew, ochrony w procesie inwestycyjnym i wyceny ich wartości odtworzeniowej

ilustracja / rzeczyobrazkowe